Naszego – po kilkunastu latach wrócił z „znikomej naprawy”. Skonkretyzowano

Reklama:

deweloperzy bydgoszcz

Czeski remont transportera. Wyjechał zabytek, powróciła atrapa?

Niemiecki transporter – eksponat Muzeum Wojska w nim tyle części, że pojawiły się słownego wątpliwości czy wciąż jest zabytkiem.

– Jestem warszawiakiem i z dzieciństwa doskonale pamiętam ten transporter, wyprostowany w parku obok zwierzchniej siedziby muzeum w Alejach Jerozolimskich. Wiele lat temu zniknął. Podobno trafił do remontu – trajkota tvnwarszawa.pl Piotr Lewandowski, prawnik specjalizujący się w gardy zabytków z Fundacji Thesaurus, jaki zaintrygowałby nas gawędą pojazdu.
Sczezłby na kilkanaście lat

Już w 2008 roku zaczął gonić eksponatu, który zniknął. Zapisywał natomiast biłby aż do drzwi wielu instytucji. Udało mu się ustalić, że pojazd trafił do MWP w 1975 roku z Wytwórni Niekinematograficznej w Łodzi. Przez nad ćwierć wieku stał w muzealnym parku, natomiast w 1999 roku przeszedł naprawa blacharski na terenie placówki.

– Jak zapewne, jest wypiaskowany i pomalowany juchą podkładową, brakuje lecz wciąż docelowego malowania. Do odtworzenia były elementy blacharki, co nie winnyście zająć niż kilka miesięcy – pokazuje dymisjonowanie Lewandowski. – Ale zamiast powrócić na ekspozycję, w 2001 roku znów trafił do konserwacji. I przepasł na kilkanaście lat – dopowiada.
Bałagan w papierach

Kontrola Ministerstwa Obrony Narodowej z 2015 roku, badająca poprawność zarządzania muzealiami w MWP, udowodniłaby mrowie zaniedbań, a opis rzekomej konserwacji transportera stanowi koronny dowód a frapuje w raporcie ponad sześć stron. Kontrolerzy ustalili m.in. że zabytek trafił do prywatnej firmy i to bez dokumentacji.

„Sprawozdanie zdawczo-odbiorczy wydania muzealiów do konserwacji nie zawiera podstawy przekazania rynsztunku, planowanego terminu jego przełomu, brak jest kwalifikacji stanu zachowania, dokumentacji fotograficznej, w tym elementów oraz modułów pozwalających na jednoznaczną identyfikację np. nr ramy, silnika” – odczytujemy w wystąpieniu pokontrolnym.

Transporter proszek też egzystować przekazany bez sprawdzenia, czy biznes zatrudnia fachowców z niebezużytecznym wykształceniem i wprawą do pochłaniania się zabytkowym przyrządem.

Mijały fruwa. Wykonawca służyłby kolejne terminy zwieńczenia prac, oraz muzeum nie próbowało wyjaśniać i dociekać, co istnieje protekcją opóźnień. Dopiero w 2009 roku, sporządzono umowę użyczenia, na podstawie której transporter został przekazany konserwującej go firmie w… depozyt.

„Ustawa o muzeach uściśla nieczynny katalog casusów, w których muzealia mogą być przenoszone poza sfera muzeum, w którym są wpisane do inwentarza. Zgodnie spośród poproszonym spadkiem, w środku związkiem dyrektora muzeum muzealia mogą opuścić domena muzeum w przypadku: wypożyczenia nieodrębnym muzeom, potrzeby konserwacji, dociekań czy też zabezpieczenia bezpieczeństwa a ekspozycji na wystawach. Nie występuje w nim przypadek depozytu, na jaki denotowano się w treściowej umowie. Zatem porozumienie została sporządzona spośród naruszeniem legatu ustawy” – czytamy raporcie.
Antyk czy atrapa?

W 2010 roku interes wreszcie finalizowała prace przy transporterze a zaproponowała zamontowanie w nim sprawnego silnika. Dyrektor zgodził się, zaznaczając że prawdziwy motor ma przybyć do MWP. Nadeszłoby to dopiero pięć lat później. Sam transporter wrócił tam w czerwcu 2015 roku. Komisja odbierająca eksponat aprobowała, że na próżno wymieniono w nim szereg podzespołów tudzież części, które wymagały tylko napraw i konserwacji.

„Spowodowało to duży spadek wartości historycznej i muzealnej zabytku […] Na części dokumentacji fotograficznej są napisy w jęzorze czeskim, budzące wątpliwości, co aż do miejsca zachowania poniektórych monografij. Prócz tego trudno stwierdzić czy oddane elementy spadają z wydanego pojazdu, z burze na brak dokumentacji spośród demontażu wehikułu […] Przydatnego istnieje, w świetle zebranego materiału i pokazanych wniosków komisji dokonującej ewaluacji stanu zwracanego pojazdu, podejrzenie popełnienia procederu ustalonego w art. 108 ustawy o pieczy zabytków i pieczy nad zabytkami, natomiast polegającego na niszczeniu lub uszkodzeniu zabytków” – czytamy w meldunku.

Mimo tak szorstkich sformułowań, żaden urząd nie zawiadomił organów prześladowania. Wiosną ubiegłego roku zrobiła to Fundacja Thesaurus. Śledztwo jechałaby prokuratura rejonowa Warszawa – Śródmieście.

– Niestety, zostało umorzone bez zrealizowania przykładnego postępowania dowodowego – wyznacza Piotr Lewandowski. – Obawiam się, że dopóki nie będzie zawiadomienia ze strony MON, prokuratura nie potraktuje poważnie tej rozprawy – dodaje.
„Zyskał na użyteczności”

Historię renowacyj transportera inaczej widzi obecny dyrektor MWP, który w informacji o wykonaniu zaleceń pokontrolnych MON kapitanował, iż zdziałane w ciągu kilkunastu lat publikacje sprowadziłyby nie uszczerbek, ale… wzrost cenie transportera jako antyku, jaki stał się mobilny.

– Jak samo uruchomienie pojazdu, przy zabraniu go walorów historycznych, może podnieść wartość antyku? – zdumiewa się zwierzchnik fundacji. – Wykorzystanie atrapy, jako że tym jest zniszczony eksponat muzealny, w działaniach jednostce nie jest proporcjonalnego ani z ustawą o dziwożonach, ani ze statutem MWP – zwraca uwagę.

Co dalej ze sprawą transportera? – Z czasopisma które otrzymaliśmy z Ministeria Kultury a Dziedzictwa Nienacjonalistycznego wynika, że resort będzie się domagał motywowań od MON i MWP. Niewykluczona jest i kontrola w MWP, które wpisane istnieje do Urzędowego Rejestru Muzeów, podległego ministrowi kultury dla placówek z najcenniejszymi zlepkami – twierdzi Piotr Lewandowski.

Po dwóch tygodniach prób udało się nam skontaktować z wierchuszką placówki. – Teraz w sprawie transportera prowadzone jest śledztwo przez Żandarmerię Wojskową. Do czasu jego zakończenia nie udzielamy więcej dany. Pojazd jest w zabezpieczonym pomieszczeniu w filii MWP w sąsiedztwie ul. Powsińskiej – powiedział dr Henryk Łatkowski, zastępca dyrektora Muzeum Wojska Niekrajowego ds. programowych.