Od pojawienia się w latach dziewięćdziesiątych formatu MP3, cyfrowa muzyka coraz dużo wypierała z sektora analogowe nośniki.

Od pojawienia się w latach dziewięćdziesiątych formatu MP3, cyfrowa muzyka jeszcze dużo wypierała z rynku analogowe nośniki. Jeśli popatrzeć na to, co robią producenci, można by pomyśleć, że najważniejsza w grze jest wygoda odtwarzania, przenośność, łatwa dostępność, tak i właśnie… ochrona praw autorskich za pomocą rozmaitych systemów DRM. Tymczasem dane rynkowe pokazują nieco innego. Patrzymy w nowych latach prawdziwy renesans płyt winylowych.

Płyty gramofonowe są obecnie 127 lat – to to niejaki Emil Berliner otrzymał patent na technikę utrwalania dźwięku na pięciocalowych płytach z zdrowego kauczuku, wykorzystujących się z prędkością 70 zakupów na chwilę. Od nowej ery rozwiązanie to ponad długą ewolucję, po drodze obrastając w różne ulepszenia, ale podstawowa idea inna taka sama: analogowe nagranie dźwiękowe zostaje zachowane w spiralnie poprowadzonym rowku na przestrzeni okrągłej płyty.

Jeśli w latach 80 nadszedł czas płyt optycznych, CD, rodziło się, że dane od zakończenia II wojny światowej płyty tłoczone z polichlorku winylu są skazane na wyjście do lamusa. I faktycznie, przełom lat 80 i 90 oznaczał kompletne załamanie rynku „winyli” – w roku 1990 na wszą sprzedaną czarną płytę przypadało 25 sprzedanych płyt CD. Od strony technicznej nikt nie mógł nośnikom optycznym nic zarzucić. Wbrew fantazjom audiofilów, opowiadających inne myśli o unikatowych walorach dźwięku wykonywanego z nośnika analogowego, cyfryzacja muzyki nijak jakości dźwięku nie zaszkodziła. Charakterystyczne dla CD próbkowanie 44,1 kHz, przy 16-bitowej kwantyzacji, pozwalało zapisać dźwięk o wielkiej częstotliwości przenoszenia i odstępie sygnału od szumu przekraczających możliwości tak nośników analogowych kiedy i słuchu ludzkiego.

Początek XXI wieku to upowszechnienie się cyfrowych formatów muzyki – i kolejny schyłek CD. Tu już tak można było napisać, że nagle jakość dźwięku stawała się kwestią wtórną. Wyrosło nam całe pokolenie ludzi, przyzwyczajonych do dźwięku z niskich słuchawek telefonów czy głośniczków laptopów, odtwarzających cyfrowe nagrania MP3 128 kbit/s, a nawet jeszcze gorsze strumienie audio z internetowych rozgłośni radiowych.

Z paru lat producenci próbują wyjść poza widełki ograniczających jakość cyfrowych formatów, myśląc na przyszłość, którą jest audio wysokiej rozdzielczości, określane jako fala dźwiękowa próbkowana z częstotliwością co kilka 96 kHz, gdzie każda próbka ma rozpiętość 24-bitową. Odpowiednie urządzenia obecnie na placu są. Za każde 4300 zł można np. kupić wzmacniacz stereo firmy NAD z obsługą streamingu z budowie, którego przetwornik zapewnia właśnie obsługę 24-bitowego audio z częstotliwością 96 kHz. Autor tego newsa był nadzieję usłyszeć taki mebel na żywo – i potwierdza, nawet dla pani o „drewnianym uchu” różnica pomiędzy dźwiękiem wysokiej rozdzielczości, zaś tymże co usłyszeć możemy z zainstalowanej w telefonie aplikacji Spotify, jest ogromna.

Z ściany software’owej w myśli też na dźwięk wysokiej rozdzielczości wszystko jest gotowe. Format FLAC zapewnia wsparcie dla 24-bitowego, 96-kilohercowego audio, jest również specjalny własnościowy format DSD od Sony, który próbkuje falę dźwiękową z częstotliwością 2,8 MHz, trzymając ją jak ciąg 1-bitowych sampli. Kompletnie za obecne na dźwięk wysokiej rozdzielczości nie jest przekonany rynek. W najpełniejszych sklepach z muzyką, na czele z iTunes, utworów 24/96 nie znajdziemy. Niewielki (ale wciąż największy na zbycie) wybór oferuje sklep HDTracks.com – przecież nie znajdziemy tam nawet wielkiej wśród fanów R’n’B Rihanny, nie wspominając już o kultowym Aphex Twins czy niszowym Dopplereffekt. Jeśli należy o strumieniowanie muzyki, to sytuację części tego rodzaju usług odbiega od tego, co usłyszeć możemy nawet z CD. Wyjątkiem uznaje być serwis TIDAL, oferujący bezstratnie kompresowaną muzykę 1,4 Mb/s (iTunes podaje w najczystszym razie stratny format AAC 256 kb/s), tworzy on a właśnie w USA oraz Popularnej Brytanii. 

W ostatnim świecie wszechobecnego cyfrowego audio umiarkowanej jakości dzieje się coś zaskakującego. Klienci, zamiast porywać się technicznymi nowinkami, coraz wyższym dźwiękiem cyfrowych przetworników, zaczynają okazywać znużenie formatami, bitami i hercami. Dane przedstawione właśnie przez Międzynarodową Federację Przemysłu Fonograficznego (IFPI) pokazują niewytłumaczalny wzrost zainteresowania klasycznymi, winylowymi nośnikami. Dziesięć lat temu liczba globalnej sprzedaży czarnych płyt wyniosła ok. 45 mln dolarów. W roku 2013 osiągnęła 218 mln dolarów, a analitycy tego rynku przekonani są, że w roku 2014 może dojść nawet 400 mln dolarów.

Renesans winylowej płyty jest wtedy faktem. Pojawiają się tłumaczenia, że za tym wszystkim paradoksalnie stoi upowszechnienie się internetowego streamingu z grą. Ludzie korzystali zatęsknić za fizycznymi, namacalnymi nośnikami dźwięku, których mechanizm życia jest dosyć zrozumiały. Co ciekawe, wytwórcy winylowych płyt coraz częściej starają się swoim klientom zaoferować to co najlepsze z obu światów – przyjemny, analogowy nośnik w pięknej kopercie, a w nim i kody pozwalające pobrać grę w cyfrowym formacie np. na własny telefon.